Tuesday, 19 August 2008

DZIEŃ PIERWSZY: 18.08

Kaszel, katar i sraka. Opóźnienie spowodowane milym spędzeniem czasu podczas zgrywania muzyki z Peterem.
Wielka niewiadoma i start o godzinie 10:30 w najbardziej nieodpowiedniej godzinie dnia.
Przez większą częsć drogi do Taxili smród spalin i dźwięki fantazji Pakistańskich klaksonów. Wyjazd z Taxili i mysl o klęsce. Jedna koka więcej i zatrzymują mnie dopiero Afgani mieszkający gdzies w srodku Pakistanu na cherbatkę, fajeczkę i MountainDew. Boczna droga z Taxili do Haripur okazuje się urokliwa, bez trafiku, ale za to cala w dziurach. Na jednej lapię gumę i zaczynam, przygodę pod tytulem zalep dziurę Pakistańskim klejem i instrukcją obslugi. Przy trzeciej próbie trzyma. Haripur okazuje się tuż za wzgórzem. Ląduję w jakims obskurwie i kimam.

No comments: