DZIEŃ DZIESIĄTY: 31.08 Rakaposhi - Passu
Poranek mial być z Rakaposhi, okazal się wielką kupą chmur. No w końcu cos zaplanowalem, więc jak mogloby być inaczej.
Pierwsza guma tuż po starcie, ale w ciągu calego dnia tylko jedna więc sukces. Tak jakos jechalem, że dojechalem do Passu. Góry dookola przepiękne. Chcialem spróbować rekomendowane przez Jasienskich ApricotCake w Breeze Galcier Cafe, ale nie mieli. Wracając z poznanymi Polakami z cafe do Passu Inn, zatrzymal się wlasciciel i zaproponawal, że ich podwiezie. Ja oswietlany swiatlami Jeepa zrobilem downhill do hotelu w srodku ciemnosci passu'owskich. Jaki klimat. I prędkosć 35km/h po dziurach, ale Oscar bez bagażu:)
Monday, 1 September 2008
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment