Tuesday, 2 September 2008

DZIEŃ JEDENASTY: 01.09 Passu - Dhee

Pobudka o 7 okazala się niemożliwa. Jak już wreszcie wstalem o 8:30 uswiadomilem sobie, że jest pierwszy wrzesnia. Obrazy z dzieciństwa jak musialem zakladać plecak i maszerować do szkoly, a potem z Jużycą jak palilismy przed pierwszą lekcją w liceum. Tak dawno, takie miejsca które już nie istnieją, a ja wciąż je mam w pamięci. Nawet nie wiedzialem. Może jeszcze hotel z jablkowym sadem dodal klimatu dziadkowej dzialki i nie chcialem się ruszać z lóżka. Jablkowy sad i szesciotysięczniki dookola. Miejsce z niepowtarzalnym klimatem. Kilka guesthousów, dwa domy i tylko rzeka i majestatyczne góry o ksztaltach niepodobnych do żadnych innych.
1 wrzesnia - dzień ataku Niemców nma Polskę w '39, pierwszy dzień szkoly i drugi miesiąc mojej podróży w nieznane.
Czekam jak zwykle siedząc w Dhee ostatniej pseudo wiosce przed przelęczą. Siedzę na ganku jakiejs sali telewizyjnej, obok szarżują byki, a chlopaki z check-pointu grają w siatkówkę 500m dalej, bo już im się znudzilo pilnować szlabanu w dziesięciu, gdzie jak narazie pojawily sie przy nim dwa samochody. A minęlo już póltorej godziny.

Góry dookola mnie. Cóż za spokój i wspomnienie POlskiej jesieni. Z kuchni dochodzi zapach palonego drewna, mieszany z dźwiękami wsypywanego ryżu. Liscie żólkną i wiatr gra melodie jak zwykle smutnojesienne. Taka Polska Karkonoska nostalgia mnie dopadla w samym srodku Karakorum. Milo:) Tylko chmury groźnie straszą jakby chcialy pęknąć.

Muszę na nowo zaufać ludziom. Tanvir zniszczyl to co budowalem. Niesamowite, że wszystko zależy od ludzi, którzy cię goszczą. Od ich intencji, otwartosci, tego jak cię przyjmą. Przyjechalem w stroju Taliba, a jednak otworzyli się ze swoją goscinnoscią na mnie. Poczekam jeszcze godzinkę to może jakas kapka ryżu spadnie.

No comments: