Wednesday, 1 October 2008

Ciągi

Skłonności do dużo i w nadmiarze chyba zawsze leżały w mojej naturze. Rano korzystając z okazji zabrałem się do Gilgit wynajętym jeep’em przez pana doktora i jego seksowną córeczkę. Jak to zwykle blond zaczarował mnie na tą krótką chwilę naszej wspólnej podróży. Wysłuchałem kilku kolejnych historii, które spływają na mnie od wszystkich napotkanych osób. Czasami krótkie, częściej dłuższe i rozbudowane. Czasami tytlko kilka słów. Do Gilgit dojeżdżamy tuż przed 14 i odkrywam, że Martin wyjechał do Hunzy dzień wcześniej. W poszukiwaniu współgracza Yatzze jadę za nim do Karrimabadu. I znów krajobrazy mijają mnie bezszelestnie, ubogie domostwa i troski ludzi bez większego wrażenia zostają gdzieś za mną. W Karrimabadzie nie odnajduję Martina, ale za to dzwonię do Kanady po tym jak odkryłem, że 28-minutowa rozmowa kosztuje dolara. I znowu spotykam ludzi. Znowu wysłuchuję historii i dzielę się swoimi. Dowiaduję się z daru ludzkości, że przyjaciele których mam w sercu już długo nimi nie są i po raz kolejny odzywa się we mnie rozddzierający krzyk, który nie godzi się z przemijaniem. Drugi głos pcha mnie wciąż na przód do nowych bratnich dusz, tylko teraz już nie wiem, czy te które uważam za obecne nie odeszły do strefy cienia. Wszyscy oni żyją we mnie i tworzą mnie, pomimo że wielu obraża się i skreśla ze swojej listy tylko dlatego, że nie poświecam im ich wyidealizowanej egoistycznej uwagi. Od wielu też już nie otrzymałem żadnej wiadomości, ale są obecni bo w to wierzę i czasami czuję sygnały przyjażni które przemierzają granice nas dzielące. Bo ja mam wiele ciągów i napewno jednym z nich są ludzie.

No comments: