Sunday, 12 October 2008
El tren - vol.1
Wchodzę na dworzec, który bardziej przypomina halę odlotów na europejskim lotnisku np. w Oslo niż dworzeć kolejowy w Azji Środkowej. Przez chwilę czuję się tak jakbym miał za chwilę lecieć do Kanady, a nie wsiadać do hardsita do Xi'an. Czekam razem z innymi w wielkiej hali, aż nas wpuszczą do pociągu. Kolejne rzędy ludzi stoją jakby mieli zaraz zostać wywiezieni do obozy pracy. Wpuszczają pierwszą kolejkę i nagle widzę przebiegający tłum przed innymi czekającymi. Kobiety z wielkimi workami po ryżu gnają jakby ich stado dzikich byków goniło. Ja stoję w kolejce i niczego nie rozumiem. Po co ten pośpiech i tak przecież nie odjedzie bez nas ten pociąg. Wreszcie moja kolej, zostaję dopuszczony do pociągu. W środku wagonu krzyki, wrzaski. dziki tłum próbuje powciskać we wszystkie możliwe kąty swoje stu litrowe wory. Przeciskam się na koniec wagonu, gdzie mam swoje miejsce i jakimś cudem udaje mi się wepchnąć swój plecak pośród te parciane wory. Dalej nie rozumiem tej gonitwy na dworcu, jak po 45 minutach jazdy dalej chodzi jakiś gość z obsługi pociągu, zrzuca co mniejsze plecaki i wkłada na ich miejsce kolejne, niekończące się białe wory. Światło w pociągu niesamowite, nadaje kolorom wyrazistą nasyconą barwę, ciemne mongolskie rysy wyławiają się z twarzy podróżnych, którzy próbują jakoś zasnąć na tych twardych, ale bez przesady ławkach. Dwie dziewczyny śmieją się z naprzeciwka i uśmiechają do mnie. Narazie jest fajnie, ale to dopiero pierwsza godzina. Tylko siedzę przy oknie, które nie wiadomo czemu nie chce się zamknąć i pizga trochę. Ogólnie żal mi tych biednych ludzi, którzy urodzili się w tym totalitarnym państwie.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment