Piszę dalej swoim cerwonym dłuopisem, nawet po tym jak wyczytałem w przewodniku pożyczonym od starego kanadyjczyka, że tym kolorem to w Chinach tylko pisze się manifesty polityczne. No to piszę swój manifest czerwienią, która już kilka razy była obiektem chińskich komentarzy. Dojechałem do Urumqi, najdalej położonego od oceanu miasta na Świecie. Dzisiejszą podróż zacząłem w drugiej najniższej depresji Świata. Aż boję się myśleć co będzie następnego NAJ. Bo już w kraju, gdzie najwięcej możliwych zapytanych osób nie zna angielskiego i nie potrafi nawet przeczytać z mapy chińskiej nazwy ulicy(pisanej po mandaryńsku) już jesem. W sześciomilionowym mieście, gdzie pewnie kladziesiąt osób potrafi mówić po agielsku, jadąc autobusem nr1 w nieznanym mi kierunku spotkałem młodą Chinkę, która nie dość, że mówiła po angielsku, to zaprowadziła mnie ze swoją koleżaką do ulicy na której znalazłem księgarnię i kupiłem Josepha Conrada, Jacka Londona i jeszcez jednego bliżej nie określonego pisarza. Za kilka godzin wsiadam do 35-godzinnej jazdy pociągiem, więc mam nadzieję, że mi wystarczy na kilka godzin podróży.
Teraz właśnie piszę swój manifest w lokalnej jadłodajni i podziwiam zgrabne ruchy pałeczek wyławiających kawałki warzyw i mięsa z oceanu makaronu. Ruchy są naprawdę imponujące Jkaby nie chodziło o jedzenie tylko jakąć zabawę w odnajdywanie i wyławianie zagubionych skarbów na dnie morza. Za chwilę bedę wracał na główną ulicę Urumqi, gdzie po górach Pakistanu czuję się jak w Nowym Yorku. Hightowery, fashion people, drogie samochody, ale przede wszystkim wielki tłum ludzi przemierzających, biegnących, jadących w jakeś tajemne miejsca miasta. I dwie ładniutkie Chinki się do mnie uśmiechnęły z równo przystrzyżonymi włoskami ubrane jak koleżanki z Europy. Zaczyna mi się podobać pomimo, że ludzie są wciąż prześladowani w tym pojebanym Systemie.
No comments:
Post a Comment