Sunday, 12 October 2008

Tulufan - Urumqi


Piszę dalej swoim cerwonym dłuopisem, nawet po tym jak wyczytałem w przewodniku pożyczonym od starego kanadyjczyka, że tym kolorem to w Chinach tylko pisze się manifesty polityczne. No to piszę swój manifest czerwienią, która już kilka razy była obiektem chińskich komentarzy. Dojechałem do Urumqi, najdalej położonego od oceanu miasta na Świecie. Dzisiejszą podróż zacząłem w drugiej najniższej depresji Świata. Aż boję się myśleć co będzie następnego NAJ. Bo już w kraju, gdzie najwięcej możliwych zapytanych osób nie zna angielskiego i nie potrafi nawet przeczytać z mapy chińskiej nazwy ulicy(pisanej po mandaryńsku) już jesem. W sześciomilionowym mieście, gdzie pewnie kladziesiąt osób potrafi mówić po agielsku, jadąc autobusem nr1 w nieznanym mi kierunku spotkałem młodą Chinkę, która nie dość, że mówiła po angielsku, to zaprowadziła mnie ze swoją koleżaką do ulicy na której znalazłem księgarnię i kupiłem Josepha Conrada, Jacka Londona i jeszcez jednego bliżej nie określonego pisarza. Za kilka godzin wsiadam do 35-godzinnej jazdy pociągiem, więc mam nadzieję, że mi wystarczy na kilka godzin podróży.

Nie mogąc zasnąć wczorajszej nocy poszedłem przejść się po Tulufanie. Spotkałem młodych surf-boarderów którzy dali mi pojeździć na ich deskach. Rewelacja, jak tylko jakiś sportowy znajdę kupuję. Ciężko to opisać, ale nie trzeba się odpychać na tym ustrojstwie, tylko wyginać się jakoś tak dziwnie i decha sama jedzie. Acha, no i ma tylko dwa kółka, które świecą diodami w miarę nabierania prędkości. Jak już sobie pojeździłem, lokalny tancerz break'a kazał mi naśladować swoje ruchy, z przeróżnymi figurami stojąć na dwóch albo jednej ręce. Więc zacząłem z nim te wygibusy, w przerwach grając na flecie i wyszedł niezły performance. Dookoła zebrało się grono przechodniów, którzy nagradzali nas jak udał się jakiś trip pod tytułem stań na jednej ręce, rozłóż nogi łapiąc jedną przy kostce. Takiej zabawy potrzebowałem, bez myślenia wciąż o tym gdzie jechać dalej, gdzie się zatrzymać. czy wracać do Norwegii, czy jechać do Ameryki Południowej. Wieczór zakończyłem pijąc lkalnego browara w jakimś salonie gry, gdzie czteroosobowe grupy grały w coś rodzaju domina, z naprawdę rewelacyjnymi wzorami na kostkach, które brali z jednej kupki, jak im pasowało zostawiali w swoim rzędzie, a jak nie to rzucali z impetem na stół. Był i mistrz o tak wyrobionych palcach, że brał kostkę w dłoń, dwoma palcami przesuwał ją ze środka dłoni na kciuk, który był oromnym dekoderem wzoru prześlizgującej się po nim kostki. Z kamienną twarzą, jakby przebywał gdzieś zupełnie w innym świecie rzucał kosktę na stół, uśmiechając się kącikiem ust sam do siebie, że się nie pomylił i może polegać na swym ogromnym kciuku jak na Zawiszy.

Teraz właśnie piszę swój manifest w lokalnej jadłodajni i podziwiam zgrabne ruchy pałeczek wyławiających kawałki warzyw i mięsa z oceanu makaronu. Ruchy są naprawdę imponujące Jkaby nie chodziło o jedzenie tylko jakąć zabawę w odnajdywanie i wyławianie zagubionych skarbów na dnie morza. Za chwilę bedę wracał na główną ulicę Urumqi, gdzie po górach Pakistanu czuję się jak w Nowym Yorku. Hightowery, fashion people, drogie samochody, ale przede wszystkim wielki tłum ludzi przemierzających, biegnących, jadących w jakeś tajemne miejsca miasta. I dwie ładniutkie Chinki się do mnie uśmiechnęły z równo przystrzyżonymi włoskami ubrane jak koleżanki z Europy. Zaczyna mi się podobać pomimo, że ludzie są wciąż prześladowani w tym pojebanym Systemie.

No comments: