Thursday, 9 October 2008
I znowu Kashi - AVE GRISZA
Długi panokieć małego palca , kwarc z pękniętą szybką, okulary a’la Stalone i czerwona bluza ze złotymi paskami. Ręka jakby paliła papierosa wyobraźni, i ciężkie westchnienia, któymi próbuje coś powiedzieć. Obok przysypia stary Ujgur, koło którego siedzi młoda kobieta przyozdobiona cekinami. Lekko kręcone wlosy, szczupła sylwetka i te wszechobecne cekiny. Jeszcze przed chwilą puszczali muzykę z Dirty Dancing i Steve Wndera w wersji na flecie. Chiński hardsit do Tulfanu, gdzie ja siedzę w środku i wchłaniam wyziewy wódy mojego współpasażera.
Wczoraj zaskoczył mnie deszcz, który pięknie przemienił miasto w reflektywne obrazy światła nocy. Kaszgar tym razem jakis inny, mniejszy, mało zaskakujący. Stare miasto z uliczkami jakby się surczyło. Siedzę wśród Ujgurów na tarasie lokalnej restauracji i jem śniadanie tak jak oni. Widok na skrzyżowanie ulicy doskonały, punkt obserwacyjny staruszków, którzy prawdopodobnie spędzą resztę dnia popijając czaj i oserwuąc poniżej przemykający tłum. Maczają pan’a w herbacie i tak rozmokłą kulkę zgrabnym ruchem wprowadzają do ust, żując ją do momentu, kiedy nie zniknie w przełyku. Próbuję wchłonąć atmosferę wraz z wilgocią, która roztacza się z parującym miastem po wczorajszej burzy. Po ulicy idzie kobieta nakryta rodzajem ujgurskiej burki na twarzy, trzyma za rekę dziecko a obok idzie prawdopodobnie jej mąż lub krewny, który z nią rozmawia, ubrany w chiński mundur. Świeci zielenią na tym skrzyżowaniu jak latarnia, którą ktoś przez pomyłkę postawił na środku pola. Dwa barany ryczą jakby wiedziały, że niedługo podeżną im gardła. Staruszkowie siedzą z minami z których ciężko coś wyczytać. Zadumani przebywają może jeszcze we śnie przed czasami Mao, kiedy stare miasto tworzyło większość obecnego Kashi; i popijają czaj i trwają.
Subscribe to:
Post Comments (Atom)
No comments:
Post a Comment