Tuesday, 7 October 2008

People's Republic of China


Ta cała podróż do Chin to jakaś farsa. Wsiadamy na „dworcu” do jeep’a, 4 pasażerów + kierowca i jedziemy do natępnego budynku dziesięć metrów dalej po pieczątkę celną. Na Khunjerabie chińscy żołnierze sprawdzają czy przypadkiem nie wwozim jakiś zakazanych produktów. Dosiada się jeden i już w szóstkę czyli standardem pakistańskim jedziemy do Tashkergun po stronie chińskej. Tam wjeżdżamy na plac wielkości boiska i wyciągamy znowu wszystko z plecaków. Widać, że nie ufają chłopakom z przełęczy, bo zbiera się chyba z siedem osób z różnymi pagonami. Jak już sprawdzili, że ci na górze to też pracują, a nie tylko wódkę chleją pozwolili nam się zapakować do jeep’a tylko po to, abyśmy przejechali do następnego budynku na odprawę celną. Tym razem tylko X-ray prześwietla nasze bagaże i nie musimy zznowu wszystkiego wyciągać. Celnik nie dowieża, że ten w paszporcie to ja, więc wyginam twarz jak tylko umiem, aby spod brody, długich piór i czerwonych okularów dostrzegł jakiś minimalny grymas i mnie wreszcie przepuścił. Woła swoją koleżankę i kobieta od razu rozpoznaje to spojrzenie. Odbieram paszport i już legalnie jestem w Chinach. Czekając na komputer Markusa i mój przenośny bank danych, podchodzi do mnie raz jeszcze ten sam celnik i prosi o paszport. Patrzy chwilę w zdjęcie, na mnie i odchodzi nie do końca przekonany, czy przypadkiem jakiegoś terorysty nie wpuścił. Tak więc z Islamic Republic of Pakistan wkroczyłem w świat People’s Republic of China. Do Kashgaru dojeżdżamy wynajętą taksą, która jest tylko troszkę droższa, ale nie musimy nocować w miasteczku, gdzie jego mieszkańcy chodzą tak poubierani jakby grali w jakimś chińskim kostumiowym filnie typu Dr.Queen. Czas obowiązuje ten z Pekinu pomimo, że do stolicy 5500km. Wschód Słońca to chyba będzie o dziesiątej rano. Ale przynajmniej spotkałem miłego Chińczyka, co obala powoli moją teorię na temat tego narodu. No i hotel raki wypas, a tylko trochę deoższy niż w Pakistanie. W pokoju nawet lustro jest i telefon. A na suficie kasetony. Wujek Mao wita.

No comments: